28 paź 2012

Opowieść o przygodzie kupca






Autorstwa: Koizumi Yakumao.

  Jest w dzielnicy Akasaka w Tokio wzgórze zwane Kiinokunizaka, to  znaczy wzgórze prefektury Kii. Pojęcia nie mam, czemu tak je nazywają. Z jednej jego strony znajduje się z dawien dawna głęboka i  szeroka fosa, na niej grobla zielona przechodząca w ogród, po drugiej  zaś stronie ciągnie się bez końca długi mur otaczający rezydencję cesarza.
  W czasach kiedy nie było jeszcze latarni ani riksz, o zmierzchu bywało tu głucho i pusto. Spóźnieni przechodnie, zamiast wspinać się  samotnie na to wzgórze po zachodzie słońca, woleli nadłożyć nawet  kilkaset metrów i pójść okrężną drogą. W tej okolicy bowiem  grasowała mujina (1). Ostatnim, który ją widział, był stary kupiec z  dzielnicy Kyobashi, od trzydziestu lat już nieżyjący A oto jego  opowieść:

  Śpieszy kupiec późną porą, pnie się na wzgórze Kiinokunizaka. Widzi: kobieta jakaś siedzi nad fosą skulona i gorzko płacze. Zafrasował się starzec: jeszcze się do fosy rzuci, pomyślał. Chciałby  jej dopomóc, pocieszyć może, więc się zatrzymuje. Widzi wytworną,  śliczną dziewczynę, ze starannie ułożonymi włosami. Zbliża się i  zagaduje:
- Panienko ! A nie płaczże tak ! Powiedz mi, jakie masz zmartwienie. Chętnie ci pomogę, jeśli zdołam.
  Poczciwy był stary kupiec i mówił, co mu serce dyktowało. Lecz dziewczyna twarz rękawem szerokim zakrywa i płacze.
- Posłuchajże - przemawia znów kupiec łagodnie - co ci powiem. Nieodpowiednie to miejsce dla ciebie po nocy. No, nie płacz już, bardzo proszę. Powiedz mi tylko, jak ci pomóc.
  Dziewczyna milcząc powstaje, odwrócona ciągle twarz rękawem zakrywa i szlocha. Kupiec kładzie jej dłoń na ramieniu.
- No, panienko, nie trzeba, no...
  Wtedy ona odwraca się wreszcie, opuszcza ręce, dłonią lekko po twarzy przesuwa. Kupiec widzi, że nie ma ona oczu, ust nie ma, nie  ma nosa.
- A, a, a ! - wrzasnął i rzuca się do ucieczki. 

  Pędzi pod górę, biegnie bez pamięci. Ciemność przed nim, nic nie  widać. Boi się spojrzeć do tyłu, a tylko biegnie przed siebie i biegnie  Spostrzega nagle w oddali małe światełko, nie większe niż światełko  świetlika, więc zdąża tam pośpiesznie. Zbawcze światło okazuje się  małym lampionem nad straganem sprzedawcy gorącego makaronu.  Stoi sobie stragan nad urwiskiem. Wszystko jedno, po takiej  straszliwej przygodzie byle jakie światło i byle jakie towarzystwo  dodaje otuchy.
  Pędzi kupiec i pada z krzykiem prosto pod nogi sprzedawcy.  
- Ej, ej ! - odzywa się sprzedawca niezbyt zachęcająco. - Co się stało  ?! Napadli pana czy co ?
- Nie - sapie kupiec. - Tylko... ach !
- Tylko co ? Wystraszyli ? - pyta tamten zimno. - Pewno rozbójnicy  ?
- Nie, żadni rozbójnicy... - Dyszy śmiertelnie przerażony kupiec. - Była to... kobieta... Ona pokazała... o, co pokazała ! Nie zdołam  powiedzieć !
- O ! - wykrzykuje sprzedawca. - Więc może pokazała coś takiego?    
To mówiąc ręką lekko po twarzy przesuwa i pokazuje oblicze gładkie jak jajo.
  A w tej samej chwili lampion gaśnie.

(1) mujina - borsuk .Według japońskich wierzeń ludowych niektóre zwierzęta, jak np. borsuk, lis, jenot, potrafią przybierać różne postacie, aby straszyć i zwodzić ludzi.

ja ne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz