22 lut 2014

Opowieść o synu bestii


Konbawa
Tekst pochodzi z Gildii miłośników fantastyki (http://www.fantasy.dmkhost.net/)

Indie są wielkim krajem, a tamtejsze drogi długie i bezludne. W dawnych czasach podróżni bardzo obawiali się złodziei i bandytów czyhających w pobliżu zakurzonych dróg, podczas gdy potwory i złe duchy przemykały się przez leśne polany i górskie przełęcze. Ludzie przemieszczali się w zorganizowanych grupach mając nadzieję, że w ten sposób łatwiej będzie im się obronić. Samotny podróżnik narażał się na wielkie niebezpieczeństwa.
W tych odległych, niebezpiecznych dniach, pewien bramin, indyjski kapłan musiał podróżować sam. Zmierzał w kierunku Waranasi. W jaskini położonej niedaleko drogi mieszkała okropna bestia Yakka, która miała ciało kobiety i głowę konia. Była dzika, bezwzględna i potężna, a żywiła się ludzkim mięsem.
Ta straszna bestia pochwyciła bramina i zaniosła do swojej jaskini, mając zamiar go zjeść, jak uczyniła już z wieloma nieszczęśnikami. Jednak mężczyzna ten był młody i bardzo przystojny i Yakka zakochała się w nim. Powiedziała, że daruje mu życie pod warunkiem, iż ożeni się z nią i będą razem żyć w pieczarze. Bramin wybrał więc mniejsze zło i zgodził się poślubić szkaradną bestię.
Yakka była sprytna i podejrzliwa. Nigdy nie opuściła jaskini, zanim nie zamknęła wejścia wielkim głazem. Bramin pozostawał jej więźniem przez wiele lat. Zamknięty w ciemności i wilgoci, pragnął powrócić do życia w mieście. Prawdą jest, że bestia bardzo chciała zmienić się na lepsze. Pod wpływem bramina przestała jeść ludzkie mięso i zadowoliła się owocami i nasionami; piła wino zamiast ludzkiej krwi. Jednak nadal czaiła się przy drogach i zdobywała wszystko, co jej było potrzebne, okradając karawany podróżnych. Bramin żył w ciemnej jaskini, gdzie ze ścian wciąż kapała woda, z dala od towarzystwa istot ludzkich.
Po pewnym czasie Yakka urodziła dziecko. Na szczęście był to piękny chłopiec, podobny do ojca. Yakka i bramin kochali go bardzo.
Pewnego dnia, gdy bestia była na polowaniu, chłopiec zapytał ojca:
- Dlaczego twarz mojej matki jest tak odmienna od naszych?
- Ponieważ twoja mama jest bestią, a my jesteśmy ludzkimi istotami. – odrzekł bramin.
Chłopiec zapytał:
- Dlaczego wciąż siedzimy w tej ciemnej, wilgotnej jaskini, gdy na zewnątrz świeci jasne słońce?
- Ponieważ twoja matka jest silna i nie pozwoli nam odejść. Kiedy wychodzi, zamyka wejście olbrzymim głazem. – odrzekł bramin.
- Dlaczego nie odepchniesz głazu, abyśmy mogli uciec? – zapytał chłopiec.
- Głaz jest wielki, a ja nie mam tyle siły, by go poruszyć – westchnął ojciec.

Na te słowa chłopiec uśmiechnął się, podparł plecami głaz i odepchnął go z łatwością. Był przecież synem swej matki i miał jej nadludzką siłę.
Wziąwszy ojca pod rękę, wyprowadził go na słońce i razem pospieszyli tak szybko, jak tylko mogli w kierunku Waranasi. Jednakże potykali się co krok, a chłopiec poczuł się słabo. Niebawem usłyszeli tętent stóp Yakki biegnącej tuż za nimi. Po chwili dopadła ich obu.
- Mój najdroższy syn i ukochany mąż! – płakała bestia. – Jak mogliście mnie opuścić? Czyż nie pracuję i nie walczę każdego dnia, by dać wam wszystko, czego potrzebujecie? Czyż nie zbieram delikatnych mchów i paproci na wasze posłania? Czy nie przynoszę wina i daktyli na posiłki? Och, niewdzięcznicy, dlaczego uciekacie?
- Matko – rzekł chłopiec. – To prawda, przynosisz nam wiele wspaniałych rzeczy, ale my potrzebujemy światła i powietrza. Życie w ciemności jest dla nas okropne.
- Dobrze – zgodziła się Yakka.
– Wróćcie ze mną, a ja rozbiję głaz zamykający jaskinię i będziecie mogli spacerować wśród zielonych drzew.
Chłopiec i bramin wrócili z Yakką, która dotrzymała obietnicy i od tego dnia ojciec i syn cieszyli się świeżym powietrzem i słońcem, kiedykolwiek mieli na to ochotę. Jeśli jednak odeszli zbyt daleko od jaskini, zawsze słyszeli za sobą tętent stóp Yakki i byli zawracani, by żyć posłusznie pod jej czułym okiem.
Chłopiec poznawał tajemnice matki. Gdy dorósł, dowiedział się, że jej władza sięga jedynie z jednej strony do rzeki, a z drugiej do drzew rosnących u podnóża gór.
- Ojcze – wyszeptał chłopiec pewnego wieczora. – Zrób tak, jak ci powiem, a tej nocy uciekniemy. Nie mogę już dłużej żyć w osamotnieniu z dala od ludzkich głosów.
Gdy zapadła noc i bestia spała głębokim snem, chłopiec wyprowadził ojca z jaskini. Pobiegli najszybciej jak tylko mogli i znaleźli się nad rzeką, zanim jeszcze usłyszeli goniącą ich Yakkę. Bramin był zmęczony, ale silny młodzieniec wziął go na plecy i przeniósł przez rzekę w bezpieczne miejsce. Dopiero wtedy odwrócił się, by spojrzeć za siebie.
Na przeciwnym brzegu stała Yakka i płakała.
- Jak ja będę żyć bez was? – wołała. – Wróćcie do mnie!
- Nigdy! – zawołał chłopiec. – Ale teraz idziemy, by zamieszkać wśród ludzi.
Yakka zdała sobie sprawę, że utraciła ich na zawsze, zawołała więc przez rwącą rzekę:
- Moje drogie dziecko, weź ten talizman, który pomoże ci na ciężkiej drodze życia. Zawieś go sobie na szyi. Dzięki jego mocy będziesz mógł dostrzec ślady stóp pozostawione nawet dwanaście lat wcześniej.
I rzuciła naszyjnik z kamiennym wisiorkiem przez rzekę. Chłopiec podniósł go i włożył na szyję. Podziękował matce i pożegnał ją. Potem wraz z ojcem odeszli i już nigdy jej nie widzieli.
Uszczęśliwieni wolnością weszli do Waranasi i poszli prosto do pałacu królewskiego. Tam poprosili o widzenie z wielkim wezyrem.
Młodzieniec pokłonił się i powiedział:
- Posiadam władzę widzenia śladów ludzkich stóp. Postaw mnie na straży skarbca królewskiego. Jeśli ktokolwiek włamie się tam, ja pójdę po jego śladach i odzyskam skarb. Władca już nie będzie musiał obawiać się złodziei.
Wielki wezyr przekazał tę wiadomość królowi, który wykazał wielkie zainteresowanie i posłał po bramina i jego syna, by stanęli przed nim.
- Co chcecie za pilnowanie mojego skarbca? – zapytał.
- Chłopak życzy sobie tysiąc rupii dziennie. – odrzekł wielki wezyr.
Król wahał się. Była to wielka suma pieniędzy. Jednakże skarbiec wypełniały złoto i drogocenne kamienie, a na świecie grasowało wielu złodziei.
- Dobrze. – zgodził się król.
Przez kilka miesięcy chłopiec i ojciec żyli szczęśliwie, ciesząc się towarzystwem ludzi i luksusami pałacowego życia. Żaden złodziej nie zbliżył się nawet do skarbca, gdyż wieści o chłopcu, który widzi wszystkie ślady obiegły cały kraj.
Pewnego upalnego dnia, gdy wezyr usiadł, czekając na zimny powiew wiatru, król powiedział do niego:
- Złości mnie, że płacę tak wielką sumę pieniędzy temu chłopcu. Skąd możemy wiedzieć, że on rzeczywiście widzi wszystkie ślady stóp? To może być oszust. Dziś w nocy obrabujemy skarbiec i sprawdzimy czy chłopak posiada moc, o której tyle mówi.
Wezyr zgodził się. Tej samej nocy król i wezyr włamali się do skarbca i zabrali stamtąd kilkanaście worków złota i drogich kamieni, okrążyli trzy razy ogrody i ukryli łup w stawie.
Następnego dnia posłali po syna Yakki.
- Chłopcze – powiedział król. – Królewski skarbiec został okradziony. Chciałbym zobaczyć, jak idziesz po śladach i odzyskujesz moje bogactwa.
- Oczywiście, mój panie – uśmiechnął się chłopiec i założywszy naszyjnik z kamiennym wisiorkiem podarowany przez matkę, poszedł do skarbca.
Na ziemi ujrzał wyraźnie ślady dwóch osób. Poszedł po nich i okrążył ogrody trzy razy, po czym zatrzymał się nad stawem.
- Przyślij człowieka, panie – powiedział. – Tu znajdują się zaginione bogactwa.
Tak też uczyniono, a gapie klaskali w dłonie, gdy niebawem wyjmowano worki z dna stawu.
Jednak król był nadal niezadowolony. Nie miał zamiaru płacić chłopcu tak wielkiej sumy pieniędzy.
- Wszystko bardzo dobrze – powiedział zawadiacko. – Każdy jednak mógł domyśleć się, że staw jest wspaniałym miejscem na ukrycie skradzionych skarbów. Czy możesz znaleźć złodziei, mój chłopcze? To będzie prawdziwy test.
Syn Yakki już wcześniej rozpoznał, że odciski stóp należą do króla i wezyra, którzy, jak to zwykle bywa, nosili wspanialsze buty niż ktokolwiek w kraju. Chłopiec wahał się, czy powinien wyjawić prawdę; nie chciał zawstydzić szanowanych dostojników, obwieszczając, że są złodziejami i oszustami.
- Czy to ma znaczenie, kim są złodzieje? – zapytał. – Skarb został odzyskany. Czy na pewno jest to ważna sprawa?
Wtedy król miał już tę pewność, że chłopiec nie ma magicznej mocy i naprawdę nie wie, kto ukradł skarb. Czując się pewnie i mając nadzieję, że zdemaskuje chłopca jako oszusta i w ten sposób uniknie płacenia mu pensji, nalegał:
- Znajdź złodziei. Zasłużyli na karę. Jeśli nie powiesz, kim oni są, nie będę ci już więcej płacił.
Syn Yakki nadal się wahał, gdyż nierozsądnie jest oskarżać króla.
- Imiona! – wrzasnął król. – Podaj mi imiona złodziei, albo ogłoszę, że jesteś oszustem.
Na te słowa chłopiec wskazał na króla i wielkiego wezyra.
- To wy jesteście złodziejami. – powiedział. – Ślady prowadzą prosto do was.
Wszyscy świadkowie tej sceny byli zaszokowani, gdy dowiedzieli się, że ich szanowany władca i dostojnik państwowy zniżyli się do oszustwa. Miasta obiegła wieść, że król i wezyr nie mogą dłużej zajmować stanowisk wymagających pełnego zaufania i poczucia honoru. Wygnano ich z miasta, a na tronie zasiadł chłopiec, który był synem bestii.

matta ne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz