10 lip 2026

Pociąg cesarski

Pociąg królewski to zestaw wagonów kolejowych przeznaczonych do użytku króla lub innych członków rodziny królewskiej. Większość monarchii z systemem kolejowym korzysta z zestawu wagonów królewskich. Jeśli monarchą jest cesarz, właściwym określeniem jest pociąg cesarski.


W Japonii pociągi dla cesarza, cesarzowej lub cesarzowej wdowy nazywane są Omeshi Ressha (お召し列車), co dosłownie oznacza „pociągi, których używają”, aczkolwiek jest to bardzo uprzejme określenie „używać”. Pociągi dla pozostałych członków rodziny cesarskiej nazywane są Gojōyō Ressha (御乗用列車) , co w nieco bardziej potocznym języku oznacza „pociągi do jazdy”. 

Jednak zarówno Omeshi Ressha, jak i Gojōyō Ressha odnoszą się do nieregularnych połączeń obsługiwanych wyłącznie przez rodzinę cesarską. Dedykowane wagony cesarskie były własnością Japońskich Kolei Narodowych (JNR), a po prywatyzacji przeszły pod kontrolę East Japan Railway Company (JR East). Zestaw ciągnięty przez lokomotywę został wycofany z eksploatacji w latach 2000. i zastąpiony specjalnie zbudowaną serią E655 EMU, która może być również wykorzystywana jako skład czarterowy dla VIP-ów.


Kiedy cesarz musi podróżować Shinkansenem lub prywatnymi kolejami, inne składy pociągów mogą być wykorzystywane do obsługi Omeshi Ressha, takie jak EZT Kintetsu serii 50000 do wizyt w Wielkim Sanktuarium Ise. Te składy pociągów są regularnie wykorzystywane do przewozu pasażerów, ale podobnie jak w przypadku Kintetsu serii 50000 lub Shinkansenów serii N700, wagony mogą być wyposażone w kuloodporne szyby, aby pomieścić cesarza.

Dodatkowo, podczas podróży do Ise, dodatkowy powóz jest zarezerwowany wyłącznie do transportu Trzech Świętych Skarbów, gdyż muszą one towarzyszyć cesarzowi.

Za panowania cesarza Akihito pociągi cesarskie były coraz rzadziej wykorzystywane: cesarz zazwyczaj podróżował samolotem lub regularnymi pociągami z zarezerwowanym wagonem. W tym przypadku, o ile było to możliwe, korzystano z wagonów kuloodpornych. Pociągi cesarskie nadal kursowały okazjonalnie, ale pełniły głównie funkcję miejsca serdecznego przyjęcia gości państwowych, a nie środka transportu rodziny cesarskiej.


Imperium Rosyjskie

Pociąg Aleksandra III wykoleił się w Borkach, 1888

Późni carowie z dynastii Romanowów dużo podróżowali koleją po rozległym obszarze swojego imperium.

Katastrofalna katastrofa rosyjskiego pociągu królewskiego 17 października 1888 roku pochłonęła 21 ofiar, jednak Aleksander III wraz z żoną i dziećmi przeżył. Po tym wypadku tzw. Tymczasowy Pociąg Cesarski składał się z kilku ocalałych wagonów rozbitego pociągu, z dodatkiem kilku przerobionych wagonów pasażerskich Kolei Nikołajewskiej. 

Cesarz miał również do dyspozycji pociąg cesarski o standardowym rozstawie szyn, używany do podróży do Europy; ten zestaw pociągów został zakupiony przez Ministerstwo Kolei Rosyjskich od Chemins de fer de Paris à Lyon et à la Méditerranée w latach 70. XIX wieku i uznany za technologicznie przestarzały. 

W związku z tym zbudowano nowe pociągi normalnotorowe i szerokotorowe do użytku Dworu Cesarskiego. Nowy, szerokotorowy pociąg carski do podróży krajowych był gotowy na koronację Mikołaja II w 1896 roku. Początkowo pociąg składał się z 7 wagonów, specjalnie zbudowanych w Fabryce Kolei Aleksandrowskiej w Petersburgu. Później jego liczebność zwiększono do 10 wagonów. Kiedy rodzina królewska przenosiła się z jednego pałacu do drugiego, potrzeba było aż 20 wagonów na sam bagaż. Jednym z najbardziej znanych elementów odnowionego pociągu była osobista łazienka cara, wyposażona w wannę, która nie rozlewała wody niezależnie od kierunku skrętu pociągu. Stary, „tymczasowy” pociąg został tymczasem przekazany do użytku cesarzowej wdowy Marii Fiodorowny. 

Samo Imperium Rosyjskie zakończyło się abdykacją Mikołaja II w 1917 roku, gdy ten podróżował swoim Pociągiem Cesarskim w Dno. Sam pociąg został później przeniesiony do Parku Aleksandryjskiego w latach 30. XX wieku i wykorzystany jako ekspozycja muzealna. Później został zdobyty przez nazistów, którzy ogołocili go z większości rur, instalacji wodno-kanalizacyjnej i elektrycznej oraz splądrowali wszystkie wartościowe przedmioty podczas II wojny światowej. W 1954 roku Biuro Polityczne nakazało rozebranie wszystkich pozostałości Pociągu Cesarskiego.

Seshū Shinōke

Seshū Shinnōke (世襲親王家) było zbiorczą nazwą czterech gałęzi kadetów Cesarskiego Domu Japonii, które do 1947 roku miały prawo zapewnić następcę do Chryzantemowego Tronu, jeśli główna linia nie dostarczyła dziedzica. 
Głowy tych domów królewskich nosiły tytuł księcia cesarskiego (親王, shinnō), niezależnie od ich genealogicznej odległości od panującego cesarza Japonii, ponieważ termin seshū w ich oznaczeniu oznaczał, że byli uprawnieni do sukcesji.

Japońska rodzina cesarska uważa się za jedną dynastię w nieprzerwanej sukcesji; jednakże sukcesja często nie przebiegała bezpośrednio z ojca na syna, lecz w linii męskiej w obrębie blisko spokrewnionej grupy ludzi. 

W okresie Muromachi, książę Yoshihito, syn cesarza Północy Sukō, otrzymał pozwolenie na utworzenie linii równoległej do głównej linii cesarskiej i przyjął nazwę Fushimi-no-miya od położenia swojego pałacu. Bez tego pozwolenia linia byłaby uważana za pospólstwo, a zatem wykluczona z sukcesji. Służyło to politycznie do scementowania ponownego zjednoczenia Dworu Północnego i Południowego , ale stanowiło zabezpieczenie w skrajnym przypadku, gdyby główna linia cesarska nie miała bezpośredniego dziedzica i wymarła. Okazało się, że była to szczęśliwa decyzja, gdyż w roku 1428 na tronie zasiadł syn drugiego księcia Fushimi-no-miyi, cesarz Go-Hanazono.

W okresie Edo, szogunat Tokugawa założył trzy kolejne gospodarstwa seshū shinnōke, świadomie naśladując Tokugawa Gosanke.

Jednakże, oprócz cesarza Go-Hanazono, jedynym przypadkiem wstąpienia członka seshū shinnōke na tron ​​był rok 1779, kiedy syn księcia Kan'in-no-miya Sukehito został cesarzem Kōkaku.

W rodzinach seshū shinnōke młodsi synowie, którzy nie byli dziedzicami (tytułowani książętami (親王, shinnō)), mieli dwie możliwości kariery. Mogli „zstąpić” do statusu poddanych, przyjmując nazwisko takie jak Minamoto lub Taira, i pełnić funkcję urzędnika państwowego, albo mogli wstąpić do buddyjskiego kapłaństwa, zazwyczaj jako głowa jednej ze świątyń monzeki w Kyoto i okolicach. 

W okresie Edo ta druga praktyka stała się niemal powszechna. Synowie, którzy nie byli dziedzicami, a wstąpili do kapłaństwa, byli tytułowani książęcymi kapłanami (法親王, hōshinnō) i automatycznie wykluczani z sukcesji, ale mogli zostać przywróceni do statusu „świeckiego” (i tym samym przywróceni jako potencjalni następcy), jeśli zaszła taka potrzeba. Niezamężne córki, po osiągnięciu pewnego wieku, często zostawały buddyjskimi mniszkami. Jednak małżeństwo było dla nich normą i mogły liczyć na wstąpienie do najwyższych domów w kraju. 

Wielkie rody seshū shinōke wydawały swoje córki za mąż tylko za rodziny o wysokiej randze, takie jak kuge, daimyō czy Tokugawa, jeśli nie za rodzinę cesarską. 

W okresie Restauracji Meiji i po niej członkowie rodu seshū shinōke, zarówno starsi, jak i młodsi synowie, często służyli w Cesarskiej Armii Japońskiej lub Cesarskiej Marynarce Wojennej.

Cztery linie seshū shinōke
Cztery seshū shinnōke, w kolejności stworzenia, to:
  • Fushimi-no-miya, założona w 1409 roku, nadal istniejąca
  • Katsura-no-miya, założona w 1589 r., wymarła w 1881 r.
  • Arisugawa-no-miya, założona 1625, wymarła 1913; wskrzeszony jako Takamatsu-no-miya, wymarły w 1987 r
  • Kan'in-no-miya, założony w 1704 r., wymarły w 1842 r.; przywrócony do życia w 1872 r., wymarły w 1988 r.
Szesnasty syn księcia Kuniie, dwudziesty przywódca Fushimi-no-miya, odziedziczył ród Kan'in-no-miya w 1872 roku, ale ród wymarł w 1988 roku wraz ze śmiercią jego syna.

Ród Fushimi-no-miya był protoplastą dziesięciu innych podrzędnych gałęzi rodziny cesarskiej, ōke, za panowania cesarza Meiji. Po 25. Fushimi-no-miya, seshu shinōke przestał istnieć. 

Obecny przywódca Fushimi-no-miya, Fushimi Hiroaki, ma trzy córki i nie ma męskiego potomka, który mógłby kontynuować nazwisko i tytuł rodowy. Po jego śmierci ostatnia linia seshū shinōke wygaśnie. Pięć z pierwotnych dziesięciu linii ōke nadal ma męskich potomków.

Podczas amerykańskiej okupacji Japonii w październiku 1947 r. rodziny shinōke i ōke, a także kazoku i shizoku (rodziny wojowników) utraciły status obywateli japońskich (Nihon kokumin).

Hakodate - Klejnot Północy


Hakodate można uznać za naturalną bramę do najdalej na północ wysuniętej japońskiej wyspy Hokkaido. Słynące z piękna i wyśmienitych owoców morza, Hakodate to miasto, które koniecznie trzeba poznać – od uroczych targów rybnych i renomowanych restauracji ramen po zachwycającą przyrodę. Z majestatycznymi zimowymi krajobrazami pod koniec roku i kwitnącymi wiśniami, które wiosną spadają niczym śnieg, Hakodate na długo pozostaje w pamięci odwiedzających, którzy mieli szczęście je odwiedzić.


Port w Hakodate został otwarty dla handlu ze Stanami Zjednoczonymi w marcu 1854 roku na mocy traktatu z Kanagawy, wynegocjowanego przez komodora Matthew Perry’ego.

Wkrótce potem kilka krajów europejskich założyło tu swoje konsulaty. W 1898 roku powstał tu pierwszy w Japonii katolicki klasztor Tenshien. Tu także swoją działalność zapoczątkował Japoński Kościół Prawosławny, otwierając w 1859 roku cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego.

We wrześniu 1976 roku radziecki pilot wojskowy, Wiktor Bielenko, uciekł ze swojego kraju, lądując samolotem MiG-25 na lotnisku w Hakodate.

W mieście znajduje się stacja kolejowa Hakodate. Działają dwie linie tramwajowe o numerach: 2 i 5.
W mieście rozwinął się przemysł rybny, stoczniowy, drzewny, cementowy, maszynowy, chemiczny oraz rafineryjny.

Najważniejszymi dzielnicami Hakodate są:
  • Motomachi – historyczna dzielnica, znana z kolonialnej architektury i kościołów.
  • Goryokaku – obszar wokół słynnej fortecy w kształcie gwiazdy, z licznymi atrakcjami historycznymi.
  • Yunokawa – dzielnica onsen, idealna na relaks w gorących źródłach.
  • Bay Area – nadmorska strefa z magazynami przekształconymi w sklepy, restauracje i kawiarnie.
  • Hakodate Ekimae – okolice głównego dworca kolejowego, pełne hoteli i restauracji.


Po przybyciu do Hakodate, z jego lśniącym morzem i tętniącymi życiem targowiskami, zobaczysz górę Hakodate, która góruje nad miastem i góruje nad nim. Można się na nią łatwo dostać kolejką linową, a dotarcie do obserwatorium na szczycie góry, które oferuje jedne z najpopularniejszych widoków w Japonii, zajmuje tylko kilka minut.

Widok na miasto w dole jest imponujący w ciągu dnia, ale nocą może być naprawdę magiczny. Z morzem z obu stron i miastem lśniącym pośrodku, przypomina drogocenny pierścionek z diamentem. Światło, które promieniuje z miasta, iskrzy się, migocze i tworzy widok praktycznie niespotykany nigdzie indziej w kraju. Obserwatorium oferuje panoramiczne widoki, które stanowią idealną odległość, aby docenić to wyjątkowe miasto na północy w całej jego naturalnej okazałości. Światła widoczne ze szczytu góry Hakodate to naturalne oświetlenie ulic i domów, a w ostatnich latach miasto Hakodate instaluje bursztynowe oświetlenie, aby podkreślić ten zachwycający widok.


Jednym z powodów, dla których wielu odwiedza Japonię, jest podziwianie pięknego sezonu kwitnienia wiśni. Kwitnące wiśnie są nieodłącznym elementem japońskiej kultury i uważane są za głębokie symbole cykliczności życia. W Hakodate, jednym z najważniejszych punktów widokowych, w których można podziwiać kwitnące wiśnie w pełnej krasie, jest Park Goryokaku. W przeciwieństwie do Tokyo i innych sąsiadujących z nim krajów Kanto, kwiaty wiśni kwitną nieco później na północy – zaczynają się pod koniec kwietnia i osiągają szczyt na początku maja w Hakodate, a jeśli zdarzy się to wcześniej, kwitną już od połowy kwietnia. Ze szczytu wieży obserwacyjnej Goryokaku turyści mogą podziwiać piękne widoki na gwiaździsty Fort Goryokaku, otoczony kwiatami.

Obchody kwitnienia wiśni w Hakodate obejmują również festiwale, podczas których goście mogą delektować się jednymi z najpopularniejszych kulinarnych przysmaków miasta, hipnotyzując się jednocześnie kolorowymi kwiatami unoszącymi się w powietrzu. Lokalne sklepy, kawiarnie i stragany w mieście oferują również zachwycający wybór słodyczy o smaku kwitnącej wiśni, w tym słynne lody o smaku sakury, które można kupić w wieży Goryokaku.

Jeśli to nie wystarczy, jeśli chodzi o atrakcje związane z kwitnącą wiśnią, to dodatkową zaletą jest to, że kwiaty wiśni są w nocy podświetlone, dzięki czemu szczęśliwi turyści mogą zobaczyć i poczuć piękno tych kwiatów, które niezmiennie zachwycają i zachwycają zarówno miejscowych, jak i turystów.


Po przyjemnościach spędzonych na górze Hakodate i podziwianiu kwitnących wiśni w parku Goryokaku, wielu odwiedzających Hakodate będzie miało ochotę na odrobinę zakupów i terapii gastronomicznej, co z łatwością można zapewnić w Kanemori Red Brick Warehouse.

Działający od ponad wieku magazyn Kanemori Red Brick Warehouse (w sumie cztery obiekty) to urokliwy i kameralny kompleks handlowy, w którym znajdują się restauracje, kawiarnie, sklepy z pamiątkami i inne powierzchnie handlowe. Oferuje on również inne niezbędne usługi dla odwiedzających, takie jak wypożyczalnia rowerów, kantor wymiany walut, wypożyczalnia wózków dziecięcych i wózków inwalidzkich oraz zamykane szafki na monety. To idealne miejsce na chwilę wytchnienia, posilenie się i podziwianie historycznych budowli, które odegrały tak ważną rolę w zbiorowej pamięci mieszkańców.

Sklepy z pamiątkami to wygodne miejsca, w których można kupić pamiątki i przypomnieć sobie miłe wspomnienia z pobytu w Hakodate. W okresie Bożego Narodzenia warto zwrócić uwagę na ogromną choinkę, którą można zobaczyć na barce znajdującej się przed magazynem. Choinka jest oświetlona i tworzy piękną, świąteczną atmosferę.


Hakodate to atrakcyjny punkt wejścia na Hokkaido, wyspę, która oferuje tak wiele atrakcji przyrodniczych i rekreacyjnych. Urocze i spokojne miasto Hakodate to piękne miejsce do zwiedzania i zanurzenia się w lokalnej kulturze, historii i kuchni. Nie spiesz się, wjedź kolejką linową na górę Hakodate, aby podziwiać wspaniałe widoki na miasto, które spokojnie leży u stóp, spakuj piknik i zanurz się w żywych i orzeźwiających kwiatach wiśni, a następnie rozpieść się w Kanemori Red Brick Warehouse. Hakodate, idealne miasto do zwiedzania, na zawsze pozostanie w Twojej pamięci.

Muzeum Bitew Morskich w Humen


Wojny opiumowe do dziś budzą kontrowersje. Dla chińskich historyków i chińskiego społeczeństwa są symbolem zachodniego imperializmu i upokorzenia narodowego. W wyniku porażek poniesionych przez qingowskie armie cesarz zmuszony był do podpisania haniebnych dla Chińczyków traktatów (nankińskiego w 1842 r. i tianjińskiego w 1860 r.) i do otwarcia kraju dla zachodnich przedsiębiorców. Kilka chińskich miast jako porty traktatowe zostało wyłączonych spod chińskiej jurysdykcji. Te porażki przyczyniły się do dalszego osłabienia dynastii Qing oraz nasilenia starych i powstania nowych ruchów antyqingowskich lub antyzachodnich. Stały się też bodźcem do zapoczątkowania wielu inicjatyw reformatorskich, których celem było przywrócenie potęgi i odrodzenia gospodarczego Chin. Wstrząs jaki przeszło społeczeństwo był jedną z głównych przyczyn upadku cesarstwa i powstania republiki. Wielu badaczy uważa również, że te wydarzenia historyczne do dziś stanowią pożywkę dla coraz silniejszych tendencji nacjonalistycznych i rewizjonistycznych w chińskim społeczeństwie.

Nic więc dziwnego, że chińskie władze oprócz odpowiednich treści zamieszczanych w podręcznikach do historii propagują wiedzę o wojnach opiumowych również innymi kanałami, między innymi poprzez zakładanie muzeów poświęconym tym wydarzeniom. A jakież miejsce jest bardziej odpowiednie na siedzibę niż Humen, miasto, w którym w na rozkaz chińskiego urzędnika Lin Zexu wykonano edykt cesarski i dokonano spalenia partii importowanego opium? Odległy o mniej więcej godzinę drogi od Shenzhenu, położony jest nad zatoką która prowadzi do Kantonu. Nazwa Humen oznacza „paszczę tygrysa”, stąd również używana dawniej przez obcokrajowców nazwa miasta – Bocca Tigra. W czasach dynastii Qing pełnił ważną rolę w systemie obronnym prowincji Guangdong. W okolicy zbudowany został na wybrzeżu i na wyspach w zatoce cały szereg fortów i stanowisk artyleryjskich, których zadaniem było niedopuszczenie floty inwazyjnych do wnętrza zatoki – przede wszystkim do Kantonu i jego okolic.


Muzeum Bitew Morskich (虎门海战博物馆 lub w skrócie 虎门海战馆 oficjalna nazwa angielska: Humen Naval Battle Museum) położone jest nad samym wybrzeżem, niedaleko nadbrzeżnego fortu Weiyuan i od potężnego Mostu Humen o łącznej długości 15.78 km, który łączy Humen z Nansha. Wnętrze muzeum jest ciekawie urządzone. W jednej sali zbudowano gigantyczne makiety angielskiego okrętu bojowego i chińskiego fortu nadbrzeżnego, które stoją naprzeciwko, a między nimi rozciąga się makieta zatoki z fortami i atakującą je flotą inwazyjną. We wnętrzu „okrętu” mieści się ekspozycja między innymi broni, przedmiotów wyposażenia wojskowego z epoki, mapy i tablice z informacjami dotyczącymi handlu opium i wojen opiumowych. W innych salach znajdują się ogromne panoramy, połączenie obrazów z elementami przestrzennymi przedstawiające głównie starcia między wojskami chińskimi i angielskimi, rzeźby chińskich urzędników i wojskowych, bronią palną i bronią białą mapami, dokumentami, a to wszystko okraszone tablicami (w znacznej części dwujęzycznymi chińsko-angielskimi) informującymi o poszczególnych bitwach i innych wydarzenia z tego okresu.


Muzeum służyć ma jednak nie tylko prezentacji eksponatów związanych z historią wojen opiumowych, ale jest również jedną z kilku narodowych baz edukacji antynarkotykowej. W Chinach, w przeciwieństwie do wielu krajów europejskich, które złagodziły przepisy dotyczące używania i sprzedaży „narkotyków miękkich”, wciąż jest stosowany ostry i zdecydowany kurs zwalczania nielegalnej uprawy, oraz wszelkiej produkcji i sprzedaży narkotyków. Pamięć o tym, jakie szkody społeczne poczyniło opium w dawnych Chinach jest wciąż żywe w umysłach chińskich polityków i społeczeństwa. Ekspozycja we wszechstronny sposób próbuje zniechęcić potencjalnych przestępców i przede wszystkim zainteresowanych spożyciem. Od groźnie brzmiących sloganów o wojnie państwa i społeczeństwa z narkotykami, prezentacji działań policji i kar kryminalnych do wskazania szkód, jakie narkomania przynosi jednostce, rodzinie i społeczeństwu. Obrazy uszkodzonych przez narkotyki narządów wewnętrznych, zdjęcia płaczących, pobitych i zaniedbanych dzieci oraz historie odnoszących sukcesy osób, które wszystko straciły przez narkotyki rzeczywiście oddziałują na chińską publiczność, która raczej nie przechodzi obok ekspozycji obojętnie i żywo ją komentuje. Wystawa jak na chińskie muzeum jest dość ciekawie zaprojektowana i raczej dobrze służy swojemu celowi.


Do muzeum warto się wybrać nie tylko dla samej ekspozycji, ale również dla nadbrzeżnej scenerii i nieodległego fortu nadbrzeżnego w Weiyuan, do którego można sobie w ładny słoneczny dzień zrobić spacer. Muzeum znajduje się w niewielkiej odległości od centrum miasta, można dojechać albo taksówką albo jedną z miejskich linii autobusowych.

Pingyao - opowieść podróżnika


Zanim wylądowałam w Pekinie, myślałam o Chinach zupełnie inaczej. Okazało się jednak, że Chiny z mojej wyobraźni nie istnieją. Z kilkoma wyjątkami. Jednym z nich jest Pingyao - miasto, w którym czas się zatrzymał.

Błyszczący bullet train zostawia mnie w dość osobliwym miejscu - w szczerym polu. Szybkie koleje chińskie to relatywnie nowy wynalazek, więc ich linie i stacje wybudowane są z reguły z dala od miast. Ktoś zaplanował to z głową, zostawiając wielkie połacie ziemi na rozrastające się błyskawicznie, milionowe miasta. Niewielkim autobusem jadę w stronę centrum - szeroka, elegancka aleja obramowana jest niskim żywopłotem i kwietnikami, a ze zdobionych złotymi ornamentami latarni zwisają ukwiecone donice. Za tym wszystkim ciągnie się po horyzont wypłowiała łąka bez oznak życia. Jeszcze raz zaglądam do przewodnika: „jedno z najlepiej zachowanych, starożytnych miast”. Chiny uczą cierpliwości, co już wiem, więc staram się nie osądzać Pingyao - zamiast tego zamyślam się nad surrealistycznym widokiem 6-jezdniowej alei znikąd donikąd.


Po niespełna dwudziestu minutach karkołomnej jazdy (start-stop-start-stop; w Chinach trzeba trzymać się autobusowego drążka niczym olimpijczyk tyczki - pojęcie płynnego hamowania i ruszania tu nie istnieje) docieram do kolejnego, nieciekawego miasta: szarego, zabłoconego, w którym pełno lichych wieżowców z kratami w oknach. Jesień to niekoniecznie najlepsza pora na środkowo-północne prowincje. Jak wybawienie pojawia się więc na horyzoncie wysoki, równy niczym odrysowany od linijki mur, z którego spoglądają w dół wartownicze wieże. Z żołądkiem pod gardłem wysiadam z autobusu, przechodzę przez jedną z czterech bram, prowadzących do starej części miasta i… cofam się w czasie.


Po obu stronach dość szerokiej, brukowanej ulicy stoją rzędy niskich kamieniczek, których spiczaste dachy - pokryte popielatą dachówką, zdobioną w chińskie wzory - strzelają w szarawe niebo. Pod każdym z nich wisi rząd czerwonych lampionów, które w nocy oświetlą Pingyao bajkowym światłem. Rzadki dym o węglowej woni miesza się z ciężką mgłą i niemal nieruchomo wisi nad miastem, dodając mu mistycznego charakteru. Zapuszczam się głębiej między stare budynki: w wąskich uliczkach tętni życie. 

Przy niskich stolikach starsi panowie grają w karty albo Xiangqi, czyli chińskie szachy, a wokół parujących garkuchni uwijają się krępe staruszki. Jest cicho i spokojnie, czasem tylko słychać szczekanie psa albo nawoływanie obwoźnego sprzedawcy mei - brykietowych pustaków, podstawowego źródła ciepła w wielu chińskich miasteczkach. 

Wzdłuż dwóch głównych ulic, które krzyżują się w samym sercu starego miasta, ciągną się małe sklepiki z pamiątkami, lokalnymi słodyczami (królują tu spektakularnie produkowane imbirowe cukierki) i niewielkie restauracje. W bocznych alejkach i zaułkach mieszkańcy sprzedają drobne przekąski i smakołyki. Trafiam akurat na Święto Środka Jesieni - jedno z najważniejszych świąt w tradycyjnym kalendarzu chińskim - więc dominują tu teraz ciepłe, chrupiące ciasteczka księżycowe (odrobinę inne od typowych, które są grube, miękkie i mają bogate nadzienie - na przykład z lotusa i gęsiego jaja). Kupuję kilka sztuk, które stara Chinka w kilka chwil wypieka na gorącej, suchej blasze, i siadam pod przepiękną wieżą miejską popatrzeć na ludzi. Choć wszędzie kręcą się chińskie grupy wycieczkowe, ani trochę nie odbiera to magii temu miejscu.