... Świat zza parawanu ...
5 kwi 2026
Z miejskich legend: Mozaika na twarzy
Oryginalna historia pochodzi od BB Goro. Opowieść jest jednym z niewielu doświadczeń, które przeżył sam - zatem opowieść pisana jest w formie męskiej.
Chcesz zobaczyć sen, którego nie chcesz zobaczyć?
Minęło już ponad dziesięć lat. Myślę, że to było zaraz po Nowym Roku.
Pewnej nocy siedziałem w swoim pokoju i myślałem o scenariuszu do mojego show komediowego. Ale byłem naprawdę zmęczony, więc przeniosłem się na futon i próbowałem się przespać. Potem miałem sen. Pierwszą osobą, którą zobaczyłem w tym śnie, byłem ja sam. Wszyscy mieliście podobne doświadczenie raz lub dwa, prawda? Oczywiście, postać w twoim śnie to ty sam. Nic w tym dziwnego.
Tak czy inaczej, we śnie będę nazywać siebie „on”. Potem zaczął do mnie mówić w ten sposób: „Czy chcesz zobaczyć sen, którego nie chcesz zobaczyć?” To nie miało sensu, ale nie było powodu, żeby odmówić. Poza tym, on jest po prostu… mną. Więc nie czułam potrzeby, żeby się bać.
Powiedziałem: „Jasne, chcę to zobaczyć”. Skinął na mnie, żebym podszedł.
Ach Ach
Gdy za nim podążałem, dotarliśmy do przesuwanych drzwi. Gdy tylko je otworzyłem, już go nie było.
„Gdzie on poszedł?”
Zajrzałem do środka drzwi. Wyglądało to jak ogromny pokój z około 20 matami tatami na podłodze. Było przestronne, ale ponure i dziwnie trochę stęchłe, mimo że to był sen. I widziałem, jak siedzi prosto na środku pokoju i patrzy na mnie. To jak teleportacja. Ale znowu, to był sen, więc nie wydało mi się to zbyt dziwne.
Wracając do niego. Zauważyłem, że coś mówił. Coś w stylu…
„Ach, ah, ah, ah, ah, ah, ah, ah…”
Po powtórzeniu tego kilka razy zrobił pauzę i powiedział...
„Dowiesz się wszystkiego, kiedy później powiem „Futro”.
Zaraz po tym…
„AH A AH, AHA AH, AHA AH, AH A AH”
Stopniowo stawał się coraz głośniejszy. I nagle ktoś pojawił się obok niego. Wyglądała jak kobieta. Mogłam rozpoznać kimono po jej kształcie i kolorze. Dziwne jest to, że kobieta miała mozaikę na twarzy. Więc nie mogłem w ogóle wyraźnie zobaczyć jej twarzy. Nawet na nią nie spojrzał i dalej ciągnął:
„Ach, Ach, Ach…”
W miarę jak mówił dalej, zauważyłem, że mozaika postaci zaczęła zanikać.
„Ach, Ach, Ach…”
Z biegiem czasu stawało się coraz cieńsze.
„Ach, Ach, Ach…”
Jej twarz stawała się coraz wyraźniejsza: zagłębienia oczu, wypukły nos i kształt ust.
„Ach, Ach, Ach…”
Potem przyszła mi do głowy jedna teoria. „Och, może próbuje mnie nastraszyć. Kiedy powie „futro”, cała mozaika zniknie, a pojawi się straszna twarz lub coś w tym stylu”. Kiedy o tym pomyślałem, bez względu na to jak bardzo był to tylko sen, naprawdę się bałem.
„To nic dobrego. To nic dobrego. Muszę wstać”. Bardzo się starałam, ale moje ciało się nie ruszyło.
„Ach, Ach, Ach…”
Coraz więcej części twarzy było odsłanianych.
„Ach, Ach, Ach…”
„O nie, nie, nie”.
Wtedy przypomniałem sobie wiedzę o paraliżu sennym. Kiedy jesteś w paraliżu sennym, musisz przenieść wszystkie nerwy od głowy do palców u stóp, aż do okolicy pępka. Jeśli skoncentrujesz swój umysł, możesz się z tego wydostać. Przypomniałem sobie, że to słyszałem, więc zacząłem skupiać nerwy na moim pępku.
„Ach, Ach, Ach…”
Tymczasem głosy stawały się coraz bardziej natarczywe!
„AH A AH…”
„Obudź się, obudź się.”
„AH A AH…”
„Obudź się szybko.”
„AH A AH…”
„Natychmiast!!”
„KUURR!”
W końcu udało mi się obudzić. Ale na końcu zobaczyłem tę twarz bez mozaiki. Ale tak naprawdę w tamtym momencie odczuwałem raczej radość z ucieczki od tego przerażającego snu.
„Och, dzięki Bogu. Sen, co? Czy to tłusty pot? To było naprawdę straszne. To mógł być najstraszniejszy sen, jaki kiedykolwiek miałem.”
Nic więc dziwnego, że później nie mogłem już spać.
Poczekaj, brzmi znajomo…
To było tego samego dnia, ale w nocy. Miałem imprezę noworoczną z moimi przyjaciółmi komikami.
Zazwyczaj wychodziłem do rana po imprezie. Ale tego konkretnego dnia nie miałem na to ochoty po tym, co przeżyłem rano. Gdy powiedziałem im, że jadę do domu, jakiś facet stwierdził, że dzisiejszy pociąg kursuje według rozkładu świątecznego, więc może ostatni pociąg już odjechał.
Więc powiedziałem… „OK, i tak pójdę na stację. Jeśli nie będzie pociągu, wrócę. Jeśli nie będzie, myślę, że mógłbym złapać pociąg”.
Kiedy przybyłem na stację, zostało około 10 minut do przyjazdu ostatniego pociągu. Była północ. Nikogo więcej nie było wokół mnie. Była tylko cisza. Chciałem jechać w przednim wagonie, więc usiadłem na ławce z przodu peronu. Byłem tak śpiący, ponieważ nie mogłem dobrze spać rano, że zasnąłem na wpół z zamkniętymi oczami. Po chwili ogłoszono komunikat: „Pociąg się zbliża. Uważaj, żeby nie przegapić ostatniego pociągu tego dnia”.
„Paaaan” Wtedy usłyszałem gwizd.
W metrze tokijskim pociąg gwiżdże raz, gdy wjeżdża na stację. Cóż, ma to na celu poinformowanie ludzi na peronie, że nadjeżdża pociąg. Kiedy usłyszałem ten dźwięk Paaan, pomyślałem: „Ach, nadjeżdża pociąg. Muszę wstać”. Ale tak naprawdę gwizdek brzmiał niezwykle.
„Paaan, pa, paan. Paan, pa, paan…”
„Co to jest? Czekaj, gdzieś to już słyszałem.”
„Paaan, pa, paan. Paan, pa, paan…”
„Ach, ten sen, który miałem rano.”
„Ach ach, ach ach…”
„To samo. Ten sam rytm.”
„Paaan, pa, paan. Paan, pa, paan…”
„Hm? Co to jest?”
W końcu otworzyłem oczy, a potem puf! Ktoś był przede mną. Wyglądało to jak kobieta na skraju peronu. Miała na sobie kimono i trzęsła się, odwrócona do mnie plecami.
„PAAAN, PA, PAAAAN. PAAAN, PA, PAAN…”
Pociąg gwizdał coraz intensywniej.
„Co się dzieje? Co się dzieje?”
Gdy nie byłem już w stanie w pełni zrozumieć sytuacji, kobieta wskoczyła na tory.
„KUURR!”
Yo-chi-mu... - Ten głos pochodził ode mnie i krzyczałem.
Nie jestem pewien, czy to jest to, co nazywasz „retrospekcją”? Gdy kobieta wskoczyła, zobaczyłem, jak jej twarz powoli się obraca, jakby w zwolnionym tempie. Jej twarz zwróciła się w moją stronę i zeszła z peronu. Jakkolwiek wolno pociąg jechał, było za późno, żeby się zatrzymać. Usłyszałem huk i pociąg zatrzymał się nad kobietą. Jestem pewien, że wszyscy wiecie, co powiem.
Twarz kobiety spojrzała w zwolnionym tempie, gdy krzyknęłam „FURRRR!”. Była dokładnie taka sama, jak ta, którą widziałam we śnie! Pewnego dnia zapytałem kogoś, kto zna się na tej duchowej rzeczy. I powiedział, że nazywa się to „Yo-chi-mu (予知夢)”, co po japońsku oznacza coś w rodzaju przewidywalnego snu.
Naran Tuul

Jest takie miejsce w Ułan Bator nazywane Czarnym Rynkiem (Black Market). To Naran Tuul – największy bazar na otwartym powietrzu w całej Mongolii. O tym miejscu krążą lokalne legendy. Już sama nazwa budzi respekt i wrażenie miejsca pod wieloma względami intrygującego. Lokalni kupcy sprzedają dosłownie wszystko – od jaj dinozaurów po oryginalne niemieckie emblematy z czasów III Rzeszy. Jeśli chcesz przywieźć z wyprawy coś naprawdę oryginalnego, musisz odwiedzić mongolski bazar.

Czy warto poświęcić czas na targ Naran Tuul (Black Market)?
Opinie są różne, ale moim zdaniem warto. Lokalni przewodnicy odradzają bazar z uwagi na duże natężenie lokalnych łapserdaków, kieszonkowców i innych szemranych Mongołów, którzy w tym miejscu z wiadomych względów mają „turystów na tacy”. Powszechne są kradzieże, ale nie są domeną Naran Tuul. W każdym miejscu skupiającym duży odsetek ludności istnieje takie ryzyko.
Przy zachowaniu standardowych zasad bezpieczeństwa, powinno pójść gładko. Nikt Was nie napadnie, w najgorszym przypadku skubnie portfel z kieszeni. Proponuję ubrać się roboczo, a pieniądze i dokumenty trzymać z przodu (używając np. wspaniałego Camelback-niezbędnik pustynnego globtrotera).
Naran Tuul to największy w Ułan Bator i prawdopodobnie największy w ogóle w Mongolii (o co nie trudno :)) bazar, gdzie kupić można wszelkiego rodzaju produkty. Od pasów, butów, talerzy, misek, artykułów do jazdy konnej, mebli, zabawek, surowego mięsa i inwentarza, aż po wszelkiej maści chiński szmelc, biżuterię, zwierzęce artefakty i instrumenty muzyczne. Podobnie, jak na kambodżańskim Russian Market czy Chatuchak w Bangkoku. To, co wyróżnia Naran Tuul od innych bazarków około azjatyckich, to neutralny lub negatywny stosunek lokalnych sprzedawców do przyjezdnych i momentami naprawdę ekstrawagancki towar. Wciskanie produktów? Przyjemniaczki? Zbijanie ceny do upadłego? Zapomnijcie. To nie to miejsce!
Główne wejście do Naran Tuul to typowa dla regionu zsowietyzowana wersja dalekowschodniej sztuki architektonicznej.

Gdzie znajduje się Naran Tuul (Black Market)?
Bazarowisko Naran Tuul znajduje się we wschodniej części miasta w pobliżu rogu ulicy Nam Yan Ju. Taksówka z centrum miasta powinna kosztować około 5000 tugrików (ok. 7 złotych), a spacer pieszo z placu Czyngis-chana zajmuje ok. 30 minut. Na Naran Tuul kursują również miejskie autobusy, ale w tej części świata jazda nimi nie jest zbyt komfortowa. Są najczęściej przepełnione i poruszają się po miejskim labiryncie w oderwaniu od przystankowych rozkładów jazdy.
Odwiedzanie Czarnego Rynku w Ułan Bator nie powinno wiązać się z żadnymi kosztami. Może jednak dojść do wymuszeń na nieświadomych turystach. Nie płacić ani tugrika, bazar jest darmowy dla wszystkich. Market jest otwarty od 09:00 do 19:00 codziennie z wyjątkiem wtorku.
Jakie ciekawe pamiątki można kupić na bazarze Naran Tuul?
90% bazarowego asortymentu nie zainteresuje turysty. Są to głównie przedmioty codziennego użytku, którymi Mongołowie, podobnie jak inne nacje na świecie, handlują na znanej wszystkim zasadzie „tanio kupić, trochę drożej sprzedać”. I tak bazarowe stragany uginają się pod ciężarem środków chemicznych, tkanin, koców, dywanów, młotków, śrub, kół i opon. Można by długo wymieniać, co dokładnie kupić można na stołecznym targu open-air. W skrócie: wszystko.
Raj dla fanów staroci: monety, zastawa i popiersia z wujkiem Czyngis-chanem
Dla fanów staroci jest nadzieja. Muszą tylko odnaleźć sektor starych gratów i innego żeliwnego dziadostwa. I tak szansa na znalezienie poradzieckich relikwii czy starych mongolskich przedmiotów wzrasta. Są też polskie akcenty – monety, banknoty, pocztówki z okresu PRL. Podobnie jak figurki towarzyszy Stalina i Lenina. Dominuje, z wiadomych względów, podobizna wielkiego Czyngis-chana. Z uwagi na charakter Naran Tuul, sprzedawcy nie wystawiają certyfikatów autentyczności. Trzeba zatem uważać, co się kupuje, żeby nie mieć później problemów celnych na lotnisku w Ułan Bator podczas opuszczania kraju. Władając językiem rosyjskim nie będzie problemu z komunikacją z uczestnikami bazarowego życia.


Bazar Naran Tuul w Ułan Bator jest jednym z najtańszych miejsc do kupienia tradycyjnych mongolskich strojów takich jak deel, huruum (mongolska kurtka), khaantaz (ocieplane bezrękawniki). Na targu w części z tkaninami można również znaleźć ładnie zdobione dywany mongolskie z Erdenet. Sprzedawcy oferują również dywaniki z owczej skóry. Na zachód od sektora z dywanami znajdują się stragany dla sprzedawców kapeluszy i butów, gdzie kupić można tradycyjne futrzane czapki zimowe i wysokie skórzane buty.
Fani jazdy konnej powinni być zadowoleni. Mongołowie kochają konie i przywiązują dużą wagę do odpowiedniego ekwipunku jeździeckiego. Stragany oferują liczne siodła (miękkie siodło rosyjskie lub tradycyjne mongolskie), rzemienie, popręgi i odzież do jazdy. Na tyłach Naran Tuul stacjonują sprzedawcy tradycyjnych mongolskich mebli i wszystkich akcesoriów niezbędnych do budowy jurty. Na bazarze kupicie również tradycyjne bębny szamańskie.




Tutejsi sprzedawcy oferują przyjezdnym różne orientalne „pamiątki” w postaci orlich szponów, kopyt kozy do popędzania bydła, piór, głów wypchanej zwierzyny stepowej, noży o rękojeściach ze zwierzęcych kości. Można też kupić rogi przedstawicieli mongolskiej fauny (rada: jeśli będziecie błądzić po stepie lub pustyni, patrzcie dokładnie pod nogi; zwierzęce pamiątki są wszędzie!)
Krążą opowieści, że lokalni przedsiębiorcy mogą też załatwić autentyczne kości dinozaurów i to, co najcenniejsze…jaja. Na ile w tym prawdy, ciężko powiedzieć. Część podróżników twierdzi, że na Naran Tuul można nabyć kości dinozaurów. Są to jednak w większości egzemplarze, które nie są za wiele warte.


Nie przesadź z targowaniem, to nie Bangkok…
Mongołowie są specyficzni, to nie jest kraj do targowania do upadłego. Po przekroczeniu pewnej granicy tolerancji istnieje duża szansa, że sprzedawca nie będzie chciał dalej sprzedawać produktu.







Tuol Sleng

To prawdopodobnie jedyne takie miejsce na świecie, gdzie z 17 tys. przetrzymywanych więźniów przeżyło zaledwie dwunastu. Piekielny obóz koncentracyjny Tuol Sleng w centrum milionowego Phnom Penh w Kambodży. Podróż do tego kraju łączy się nieodzownie z unoszącą się w powietrzu stęchlizną rządów Pol Pota i wykonawców jego krwawej misji narodowej utylizacji Khmerów.
Szkoła Tuol Sleng w Demokratycznej Kampuczy przestała pełnić funkcję placówki edukacyjnej i przekształciła się w miejsce zbiorowej kaźni. Przez cztery lata była centrum przesłuchań i mogiłą eksterminacji dla jednego z najohydniejszych reżimów totalitarnych w historii ludzkości.
Tuol Sleng – szkoła przekształcona w obóz zagłady
Aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze początkiem lat 70-tych ubiegłego wieku placówka o nazwie Tuol Svay Prey była zwyczajną szkołą średnią. W zaledwie kilka miesięcy po dojściu do władzy Czerwonych Khmerów dotychczas spokojne liceum przekształcono w pilnie strzeżony obóz odosobnienia, który w historii zapisał się jako Więzienie Bezpieczeństwa S-21. Tuol Sleng była krwawym przedsięwzięciem skrzętnie ukrywanym przez reżim Pol Pota. Opinia publiczna dowiedziała się o istnieniu przerażającego obozu dopiero w 1979 r. za sprawą wietnamskiego fotografa, który wodzony smrodem rozkładających się ludzkich ciał dotarł w to miejsce wraz z żołnierzami armii wietnamskiej.
Wzgórze Zatrutych Drzew
Nazwę placówki edukacyjnej z ładnie brzmiącej Tuol Svay Prey nadanej na cześć władcy króla Norodoma Sihanouka zmieniono na Tuol Sleng. W języku khmerskim oznacza to dosłownie „Wzgórze Zatrutych Drzew” lub „Wzgórze Strychniny”. Katownia khmerskich rewolucjonistów nie mogła otrzymać bardziej ponurego określenia.
Z 17 tys. więźniów przeżyło zaledwie dwunastu
Historycy są zgodni, że w ciągu 4 lat (1975-1979) na terenie więzienia przebywało od 17 do 20 tys. osób, a obecny na miejscu mordu przetrwało zaledwie dwunastu, czyli zaledwie 0.06% wszystkich więźniów. Wciąż żyje czterech byłych osadzonych tj. Vann Nath, Chum Mey, Bou Meng a także Chim Math – jedyna kobieta wśród ocalałych. Chuma Mey’a można spotkać w Toul Sleng w roli przewodnika i sprzedawcy autobiograficznej książki Survivor: The Triumph of an Ordinary Man in the Khmer Rouge Genocide, którą warto kupić będąc na miejscu. Mey przeżył nie tylko dlatego, że wykazał się niesamowitym hartem ducha i miał po prostu ogromne szczęście, ale również za sprawą smykałki do naprawiania maszyn.
Fach w ręku był niejednokrotnie drogą do późniejszego wyzwolenia. Tak samo było w przypadku Vann Nath, który stał się portrecistą Pol Pota. W obozowej dokumentacji zachowała się służbowa notatka z jego nazwiskiem, która brzmiała: „Zachować do wykorzystania„. Jak twierdzi sam ocalały, gdyby nie ten dokument, nie przetrwałby kaźni. Co ciekawe w więzieniu pracowało wielu malarzy, niektórzy pracowali 10 dni a inni 2 miesiące. Wszyscy zginęli, bo ich obrazy nie podobały się więziennemu kierownictwu. Obozowe malarstwo Natha można obecnie oglądać na wystawie Muzeum Ludobójstwa więzienia S-21.
Kto trafiał do szkolnego obozu eksterminacji?
Oprawcy wyłapywali Kambodżan na terenie całego kraju. Niekiedy do obozu trafiali przypadkowi mieszkańcy, ale niejednokrotnie byli to ludzie w jakimś stopniu powiązani w przeszłości z aparatem bezpieczeństwa, wojskiem czy krajową polityką. I tak np. wśród więźniów znaleźć można było licznych byłych członków formacji Czerwonych Khmerów, a także urzędników i żołnierzy oskarżonych o szpiegostwo czy zdradę ideałów polpotyzmu.
Znane są również przykłady więźniów obcokrajowców. Z krajów południowoazjatyckich byli to m.in. obywatele Wietnamu czy Laosu, jak również reprezentaci kultury anglosaskiej – Amerykanie, Brytyjczycy czy Nowozelandczycy. Na kartach historii zapisał się również amerykański żeglarz Michael Scott Deeds, który został schwytany przez Czerwonych Khmerów podczas żeglugi z Singapuru na Hawaje. Był jednym z ostatnich więźniów piekielnej szkoły.
Do więzienia trafiało się na podstawie fałszywych oskarżeń, często brzmiących irracjonalnie. W dokumencie „Katownia Czerwonych Khmerów” jeden z ocalałych p. Chum Mey przytacza zarzuty, które mu postawiono. Mey miał szczęście, bo trafił do Tuol Sleng na 2 miesiące przed wyzwoleniem obozu przez Wietnamczyków.
Twoja grupa szyjąc złamała zbyt wiele igieł
Zmarnowałeś zbyt wiele materiału
Złamałeś paski maszynowe



Park Narodowy Tara

Park Narodowy Tara znajduje się w zachodnich peryferiach Serbii i jest jednym z pięciu dużych kompleksów zieleni w tym punkcie Bałkanów. Położony na granicy z Bośnią i Hercegowiną i w bliskiej obecności kanionu rzeki Driny, zachował swój pierwotny charakter – szlaki są puste, a turystów zagranicznych jest stosunkowo niewielu.
Jak dotrzeć do Parku Narodowego Tara?
Opcji na dostanie do Tary jest kilka. Od strony Bośni najlepiej dojechać na miejsce samochodem z Sarajewa (do bośniackiej stolicy lata Wizzair np. z Budapesztu, ale można też wypróbować lot do Banja Luki z berlińskiego portu lotniczego Schönefeld i stamtąd pojechać do Tary – Google Maps podpowiada 6 godzin jazy furmanką). Z Serbii do parku kursują autobusy z Belgradu (w tygodniu roboczym dwa połączenia dziennie), z miasta Kragujevac do Bajina Basta (w tygodniu roboczym dwa połączenia dziennie) i miasteczka Uzice do Bajina Basta (kilka połączeń dziennie).
Możecie też wypróbować lot do Niszu z Schönefeld, a następnie rajd furmanką przez Serbię. Ten plan ma sens tylko w przypadku połączenia powrotnego z Niszu. Oddanie wypożyczonego samochodu w mieście innym niż docelowe wiąże się z dużymi opłatami i po prostu się nie opłaca.

Kemping nie jest oficjalnie dopuszczalny na terenie parku m.in. ze względu na dzikie zwierzęta (wilki, niedźwiedzie brunatne), ale często można zobaczyć namioty na brzegach okolicznych jezior. W miasteczku Bajina Bašta są płatne pola namiotowe.
Dla żądnych przygód i dzikich biwaków, a jak sądzę wielu takich śmiałków się znajdzie, są dwie możliwości: Rozbicie się na terenie parku (z ew. konsekwencjami otrzymania mandatu lub spotkania z przedstawicielami dzikiej fauny, choć szansa konfrontacji z kimkolwiek ze służb leśnych jest raczej mało prawdopodobna);
Rozbicie się na prywatnym terenie np. w wiosce Konjska Reka nad jeziorem Zaovine, która stanowi świetną bazę wypadową na Tarę.
Jest też opcja na hamak, nie brakuje drzew.
Biwak na polanie nieopodal wioski Konjska Reka. To świetne miejsce wypadowe na dalsze eksplorowanie Tary.

Różnorodność zwierząt
W lasach Tary żyje największa populacja niedźwiedzia brunatnego w Serbii, w kwietniu 2019 r. zarejestrowano 60 miśków, co stanowi 80% łącznej liczby tego gatunku w kraju. Między innymi dlatego dzikie biwakowanie na terenie parku narodowego jest formalnie zakazane. Inny aspekt, że jest to park narodowy, a w parkach narodowych poza wyznaczonymi miejscami koczować na dziko nie można.
Ciekawostka. Część niedźwiedzich samców przekracza rzekę Drinę i udaje się na łowy do bośniackich lasów. Jest to o tyle niebezpieczne, że na terenie Bośni polowania są legalne. Tara to jednak nie tylko niedźwiedzie. W parku jest łącznie 140 gatunków owadów, których rzadkim reprezentantem jest m.in. konik polny Pančić. Nad głowami latają orły, sępy, sokoły wędrowne, puchacze i cietrzewie. Na jeziorze Perućac na Drinie występuje populacja nurogęsi pospolitej (tak, też sprawdzaliśmy, jak wygląda to zwierzę :D). Tarę zamieszkują 53 gatunki ssaków, w tym chroniony wspomniany niedźwiedź brunatny, ale też wydry, kozice, sarny, rysie, wilki, szakale, dziki i kuny.







Historia XX wieku widoczna jest na Bałkanach na każdym kroku. Cmentarze wkomponowały się w lokalny krajobraz na stałe.

Jezioro Zaovine w Parku Narodowym Tara
Przed głębszym zapuszczeniem się w Tarę warto odwiedzić jezioro Zaovine i okoliczną tamę, z której rozpościerają się malownicze widoki okolicznych wiosek i lasów. To dobra okazja na mały postuj, bowiem w bliskim sąsiedztwie mieści się jedyna w okolicy knajpa z dobrym bałkańskim jedzeniem. Nazywa się Tarsko Jezero i oferuje przyjezdnym serbską strawę od klasycznych burków, przez ćevapčići aż po kochane w kraju sałatki z cebulą i pomidorami. Serbskie ristorante posiada taras widokowy – absolutny sztos – schrzaniony jednak przez niefortunne zastosowanie blachy falistej jako głównego surowca konstrukcji zadaszenia…
Drewniane cerkwie
Niewątpliwie ciekawą atrakcję stanowią dwa drewniane kościółki prawosławne: Crkva u Novoj Vežanji i Crkva Svetog kneza Lazara. Można się do nich dostać tylko samochodem – to zdecydowanie najlepszy środek transportu po Tarze.



Krajobraz kanionu rzeki Driny i Banjska Stena.
Do punktu widokowego można dostać się pieszo z miejscowości Mitrovac, idąc czerwonym 6-kilometrowym szlakiem (1,45h) lub podjechać samochodem do oddalonego 20 minut od celu parkingu leśnego. Podejście nie powinno nikomu sprawić trudności, tak jak generalnie piesze poruszanie się po głównych szlakach turystycznych Tary.
Nazwa Banjska stena pochodzi od zwrotu Banjsko vrelo, czyli źródła u podnóża wzgórza. Źródło pochodzenia krasowego niegdyś z temperaturą wody 4 stopni Celsjusza stanowiło dla mieszkańców Tary miejsce kąpieli nawet w zimie, ponieważ woda w nim zawsze była ciepła.
Nazwa Banja to w języku bośniackim spa – miejsce z ciepłą wodą. Banjsko vrelo zostało zalane podczas budowy jeziora Perućac. W XIX wieku na Drinie kwitł handel rzeczny m.in. transport drewna na tratwach bezpośrednio do Belgradu.


Tepih Livada - zielona wykładzina z mnchów
To ciekawe zjawisko przyrodnicze mogła powstać tylko dzięki braku ingerencji człowieka. Do momentu ustanowienia rezerwatu w tym miejscu, nie było eksploatacji lasu. Układ roślinny zachował się w niezmienionej formie od epoki lodowcowej. Tepih Livada powstały dzięki stałemu nawadnianiu z pobliskiego strumienia. Brak tlenu, większa ilość wody i niska temperatura zapobiegły rozkładowi pozostałości roślinnych. Taki dywan z mchów może liczyć nawet kilka tysięcy lat i rosnąć o co najmniej milimetr rocznie.

Góra Tara (1544 m. n.p.m.) – święta góra Słowian
Najwyższym szczytem parku narodowego jest góra Tara, będąca jednym z głównych wzniesień Gór Dynarskich. Nazwa góry pochodzi o słowiańskiego boga Tara, który według obiegowych legend miał wybrać to miejsce na swoją twierdzę.
Zbocza Tary pokryte są gęstymi lasami z licznymi polanami i łąkami, stromymi klifami, głębokimi wąwozami wyrzeźbionymi przez pobliską rzekę Drinę. Jest też wiele krasowych i wapiennych jaskiń.







Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


